Usłyszałem: – A przecież i to może być ciekawe, i tamto… Najpierw zacząłem dopisywać kolejne fragmenty do poprzedniego tekstu. Ale właściwie dlaczego ma nie powstać suplement? Poczytajcie.
Błogosławieństwo
Zanim Młodzi pojadą do kościoła, w domu Panny Młodej odbywa się ważna uroczystość. Błogosławieństwo. Każdy z rodziców mówi kilka (w miarę rozsądnych) zdań na dalszą drogę życia. Cztery krótkie gawędy. Całkiem nieźle tym razem powiedziane. No i mamuśki przełykające łzy i z łamiącym się głosem. A tatuśkowie z lekkim z dystansem. Było pysznie.
Podarunki
A od parafii M. i P. dostali Biblię. Piękny podarunek. Zaś od księdza proboszcza dwa różańce. Z prośbą, by codziennie odmówili dziesięć „zdrowasiek”. Dziesięć On – w Jej intencji. Dziesięć Ona – w Jego intencji. Ciężkie zadanie na całe życie. Może tak cały różaniec, ale tylko raz w tygodniu? Może byłoby łatwiej?
Dla schroniska
Bardzo mi się pomysł Młodych. Poprosili, aby zamiast stosów martwych kwiatów (bo ścięte już są martwe) wraz z życzeniami wręczano im skromne dary dla schroniska dla bezdomnych zwierząt. Karmę, stare koce, ale także pieniądze. Dla Celestynowa każda suma się liczy.
Prawie się nie różnią
W datach urodzenia różnica dwóch dni. Tu siostra i tam siostra. Tu niezła uczennica i tam niezły uczeń. Wymyślili pokaz zdjęć „równoległych”. W wanience (tacy dwutygodniowi), w czasie pierwszej komunii, w plenerze… Gdzieś u Niej więcej sportu. U Niego harcerstwo. Ale życiorysy jakieś symetryczne. Chyba nie tylko na zdjęciach.
Aaaa. Pod koniec pokazu zdjęcia były już wspólne. I bardzo kolorowe.
Poranne śniadanie
A raniutko śniadanie. Z Młodymi w roli głównej, ale i z niespodzianką. Dostaliśmy w prezencie dużo jedzenia. Jakaś zupa, drugie dania, ciasta, wyroby garmażeryjne, owoce. Ile tego z wesela zostało! Brał, kto chciał. To oczywiście przemiły pan Ostrowski (patrz odcinek 1) popakował nam wszystko i obu rodzinom przekazał. Oj, jak dobrze…
Wycieczka kolejowa
Z Warszawy do Katowic wybrała się pokaźna wycieczka. Nie piszę tu o tych, którzy przyjechali samochodami, lecz pociągami. W jedną stronę TLK, a więc ciasno na korytarzach (my mamy zarezerwowane trzy przedziały) , w drugą stronę IC. Nadzwyczajna podróż. Wagon jak z marzenia. Tylko toalety w nim zepsute. Trzeba iść do następnego wagonu. Co? Do następnego? W następnym toalety zepsute. Ale w trzecim czynne. Dobrze, ze nie musieliśmy iść do dziesiątego wagonu. Oj, nie podoba mi się spółka IC.