W czasie lądowania zastanawiałem się – Sztokholm to czy Londyn? Wylądowaliśmy w gęstej mgle. Takiej jak śmietana. Są jednak lotniska, gdzie normalny samolot może bez kłopotu usiąść na pasie. Cóż, nasz Modlin do nich nie należy. Ale lotniskom w Skandynawii śnieg, mróz i mgła nie straszne.
We mgle Sztokholm jest jakiś smutny. Na dodatek śnieg, który ładnie leżał sobie grubą warstwą jeszcze dwa dni temu, zaczął się roztapiać. Robi się mokro. Jesiennie.
Na szczęście mamy jeszcze dekoracje świąteczne i (jak co roku) rozpoczynają się poświąteczne wyprzedaże. Piękne dni dla tych, którzy postanawiają zaoszczędzić. oczywiście nie tylko na bombkach i anielskich włosach, które kupuje się za połowę ceny. Dlaczego nie wpadliśmy na pomysł, by kupować prezenty pod choinkę o tydzień później? Wydaje mi się, że dobrze na swych obyczajach wychodzą Rosjanie i mieszkańcy dawnego Związku Radzieckiego. Ichniejszy Dziadek Mróz (a towarzyszą mu Śnieżynki) przynosi prezenty na Nowy Rok. Taki dziadek może kupić dwa razy więcej prezentów. Ale my wszyscy na szczęście też.
Pomimo tej mgły i roztopów miasto jest kolorowe i radosne. Wigilijne szynki zjedzone, a w domach, gdzie hołduje się tradycji, wypity też wywar z tejże szynki. Suche pierniczki cynamonowe lub imbirowe (julpepparkakor) jeszcze w domu pozostały, ale ciasteczka drożdżowe (też z dużą ilością cynamonu i rodzynkami) zjedzone. Te ciasteczka (kanebullar) je się przez cały rok, ale dlaczego nie jeść ich w Święta?
Właściwie jest już po świętach. Tu i ówdzie w domach zachowało się nieco gloogu, ale wypija się go szybko. No i julmust – taki napój gazowany (teraz tani), który w Polsce można kupić w IKEI. O smaku (bardzo przeciętnym, taka przesłodzona nasza Polo Cockta) pisać nie będę. Tak, czekamy (wszyscy) na Nowy Rok.
A jutro pora iść na zwiad do sklepów. Może rzeczywiście coś będzie warto kupić?