Zastanawiałem się ostatnio, jak najlepiej zdefiniować nas, instruktorów harcerskich – społecznych wychowawców. Jak najsensownej krótko opisać najważnoiejsze cechy, jakimi się charakteryzujemy. Ostatni modne stało się wpisywanie nam do życiorysów słoa wolontariusz, ale chyba nie jest to droga, jaką powinnismy iść. Z definicji wolontariusza bym się wycofał.
Wydaje mi się, że najtrafniej opisał nas przed laty wielki polski filozof i etyk Tadeusz Kotarbiński, definiując sylwetkę spolegliwego opiekuna. Napisał on: „Opiekun wtedy jest spolegliwy, kiedy można słusznie zaufać jego opiece, że nie zawiedzie, że zrobi wszystko, co do niego należy, że dotrzyma placu w niebezpieczeństwie i w ogóle będzie pewnym oparciem w trudnych okolicznościach”. Zdumiewające, że nie wykorzystujemy w harcerstwie myśli profesora Kotarbińskiego.
Próbowała rozwinąć tę myśl w „Res Humana” Marlena Piesko. Pisze ona: „Opiekun spolegliwy to człowiek dobry, o czułym sercu, wrażliwy na cudze potrzeby i skłonny do pomocy. Zdyscyplinowany wewnętrznie, a co ważniejsze emanujący chęcią działania. To każdy, kto chroniąc swych podopiecznych jest gotowy przyjąć na swe barki ciężar odpowiedzialności, a także ten, kto, pomimo niechęci i presji ze strony środowiska lub wielu wpływowych ludzi, zachowuje hart ducha dając świadectwo prawdzie oraz reprezentując postulaty sprawiedliwości. W swoim życiu kieruje się miłością do bliźnich, która sprawia, iż podejmuje ogrom wyrzeczeń, by z niesłabnącym zapałem stawać w ich obronie, pomagać im wydobyć się z opresji. Strzeże ich przed największym złem, jakie może spotkać istotę ludzką, przed jej upadkiem moralnym (nr 6/2002).
Każda z tych cech dotyczy nas. Instruktorów harcerskich To jakby najtrafniejsza definicja naszej pracy, naszej służby. Spolegliwi opiekunowie, ci, na których na serio społeczeństwo może polegać.
PS Tu na marginesie – słowo wymyślone przez Kotarbińskiego zrobiło niebywałą karierę, zmieniając znaczenie. Powszechnie mówi się, iż spolegliwy to taki, na którego łatwo wpływać, uległy, który łatwo podporządkowuje się innym. Dziwne i tejemnicze są losy słów. Ktoś niezbyt wykształcony usłuszał to słowo i użył w znaczeniu nie przystającycm do tego, co napisał profesor Kotarbiński. Tak mu się brzmienie tego słowa skojarzyło. I dalej poszło – bez sensu. Może więc warto zawalczyć o przywrócenie pięknemu słowu spolegliwy właściwego znaczenia?