Na fb dyskusja. Na moim profilu. Ba, nie dyskusja to, lecz awantura. Na jaki temat ta kłótna? Na temat Polski. Tej przez kilkadziesiąt lat nazywającej się Polską Rzeczpospolitą Ludową.
Zaczęło się niewinnie. W naszym instruktorskim harcerskim miesięczniku „Czuwaj” nr 12/2014 w felietonie o nieistniejącym dziś stopniu harcmistrza PL (czyli Polski Ludowej) napisałem niewinne, wydawałoby się, zdania: „Przyznawano go (ów stopień hm. PL) raz w roku 22 lipca – w tamtych czasach dniu naszego święta narodowego. Starsi pamiętają, młodsi niech sobie poczytają, dlaczego właśnie ten dzień wybrano na najważniejszy w państwie z całego roku kalendarzowego”.
Od lat uważam, iż naszą młodzież, niegdyś faszerowaną fałszywymi interpretacjami przeszłości Polski, powiększanymi o białe plamy dotyczące czy to zajęcia części Polski przez ZSRR 17 września 39 r., czy to zbrodni katyńskiej, dziś pozbawiono podstawowej wiedzy o historii współczesnej. Albo i tym razem potraktowano wiedzę o tych latach wybiórczo. Niezłym przykładem jest ów 22 lipca (dla mnie nieustannie kojarzącej się z uzupełnieniem „dawniej E. Wedel”). Przecież czym był PKWN, nasi 25-latkowie nie mają zielonego pojęcia. Tu mógłbym dawać przykłady, dlaczego ta wiedza jest niezbędna. Ale chyba nikogo przekonywać nie muszę.
Twierdzę (też od lat), że każdy, gdy już ma odpowiednią wiedzę, musi próbować dokonywać ocen, interpretacji, musi samodzielnie wyciągać wnioski. W takim duchu (chyba jest to czytelne) napisałem te dwa zdania w „Czuwaj”. I takie moje stanowisko zostało zaatakowane przez T.
T. uważa, że konieczne jest w takim felietonie jak mój dokonywanie jednoznacznych ocen, a więc powinno paść słowo zniewolenie (Polaków) lub haniebne decyzje. Uwaga – interpretuję poglądy, które każdy na fb przeczytać może. A więc T. chciałby, abym nie tylko zachęcał do zdobywania wiedzy o tamtych czasach, ale także tamte czasy oceniał. Ba, ale wcale nie uważam, by to było niezbędne w krótkim materiale na inny temat.
Za to na fb się zaczęło. Bo ocena historii Polski zwanej Ludową jest niejednoznaczna. Bo można pokazywać ją w kolorowych, radosnych barwach lub jako kraj zarządzany przez wrogie nam złe siły. Od skrajnej negacji do akceptacji.
Awantura się już wyciszyła, jednak ja wyciągnąłem jeden wniosek. Mam rację. Trzeba o niedawnych czasach wiele się nauczyć a potem te czasy oceniać. Każdy po swojemu, bo jednej obowiązującej oceny (na szczęście) nie ma.
PS Dopisuję to zdanie 16 lutego. Ostra dyskusja trwa, wyciszenie było krótkie.
Baden Powella nadal ocenia się bardzo gorąco. Od podejścia „kultowego”, po potępianie Go w czambuł. W Mafekingu miał ponoć głodzić tubylców. I całe strony na ten temat zapisano. Prawda jest prosta. BiPi kazał spisać zapasy wszystkich. I wydawał ludności bez różnicy TO czego im brakowało. Tubylcy umieli zdobywać żywność wokół siebie, biali nie – wiec białym wydawano produkty ludności murzyńskiej zbędne. Dziś młody historyk wnioskuje z dokumentów – Baden Powell głodził czarną ludność. I podobnie jest z naszą najnowszą historią. Tylko że opisując w naszych gawędach „tamte czasy” nie dajemy dowodu obiektywizmu i bezstronności, używając automatycznie zawłaszczonej przez koncesjonowana władzę terminologii i symboliki. Bo młody człowiek zrozumie to jako pochwałę Manifestu PKWN, wszak tak naprawdę napisanego w Moskwie i zrówna święta w swoim rozumieniu – przecież Adam Czetwertyński napisał narodowe, choćby bez małego odnośnika! Podobnie jest ze stopniem hm PL. Akceptowaliśmy go, bo był formą wyróżnienia za indywidualną pracę z dzieciakami, ale niewielu nie miało z tym problemu moralnego, przynajmniej w znanych mi kręgach. I młodzi powinni o tych dylematach związanych z faktami historycznymi wiedzieć! Ja odwiedzałem Harcmistrzynię RP, która wymagała pomocy, opuszczona przez władze harcerskie, w większości noszące stopień hm PL. Poczułem boleśnie różnicę, bo sam ten drugi stopień otrzymałem. I tą nauczkę z poznania Olgi Małkowskiej dobrze zapamietałem. Dlatego reaguję na beznamiętne podawanie „obiektywnych faktów historycznych”. Nie wynika JASNO i JEDNOZNACZNIE z Twego felietonu, że choć przywołujesz te fakty, to są one jednak zawłaszczone, koncesjonowane przez obcy dyktat, a dziś wychwalane przez farbowanych lisów. W jednym się zgadzam, uczyć młodych trzeba obiektywnie i nie podług aktualnie obowiązującej polityczno-historycznej religii… tu chyba nie ma wątpliwości. HOWGH!
i T całą dyskusję skasował. Historia zatoczyła koło….
A na portalu T pojawił się prawdziwy kosmita
Cóż, niech już tak zostanie – ja będę namawiał do poznawania faktów, inni będą te fakty interpretować. I interpretacja ta może czasem zadziwiać. Pamiętajmy o jednym – wszelkie zacietrzewienie i zaperzenie jest mi obce. Kilku dyskutantom – nie.
Adam,
Nie jest prawdą, że jak piszesz, w mojej pisemnej reakcji na Twój tekst w grudniowym numerze „Czuwaj” próbuję zmuszać Cię do oceny czasu komuny czy atakuję historyczny dzisiaj stopień harcmistrza Polski Ludowej. Tego nie trzeba oceniać, jak nie trzeba dzisiaj udawadniać, że ziemia jest raczej okrągła.
Ja jedynie oburzyłem się na Twoje sformułowanie „22 lipca –
w tamtych czasach dzień naszego święta narodowego”.
„Naszego” ma tu wymowę – „nas Polaków” i Twoją identyfikacę z nim. Otóż odnośnie pierwszego aspektu – kategoryczne nie.
To nie było święto narodowe ani moje, ani mojej Rodziny, ani moich Przyjaciół, ani Przyjaciół moich Przyjaciół, ani moich Harcerzy, ani Harcerzy moich zaprzyjaźnionych środowisk, itd. Podobnie jak nie była naszym świętem rocznica wielkiej rewolucji październikowej, nie była naszą zapisana w Konstytucji wiodąca rola PZPR i przyjaźń z ZSRR ani w ramach wyznania „czerwonej wiary” przypisywanie zbrodni katyńskiej do roku 1941. Nawet Druh Marek Ruszczak skomentował na fejsie:
„Ja bym co prawda napisał „święto państwowe”…”
Piotr na Twoim blogu bardzo trafnie zauważył: „Bo młody człowiek zrozumie to jako pochwałę Manifestu PKWN, wszak tak naprawdę napisanego w Moskwie i zrówna święta w swoim rozumieniu – przecież Adam Czetwertyński napisał narodowe, choćby bez małego odnośnika!”
W „Czuwaj” budujesz jako redaktor, wychowawca i instruktor harcerski świadomość młodych Polaków. Jak możesz używać tak szkodliwej, mylącej, nieprzystającej do wolnego dzisiaj państwa narracji? Takie sformułowania to powtarzanie stylistyki jednego z dzienników, z której może wynikać m.in. że stan wojenny był dobrodziejstwem a generał Jaruzelski to zbawca narodu…
Adam ja się nie zacietrzewiam ani nie interpretuję faktów. Fakty nie wymagają interpretacji bo są cholernie obiektywne.
Kłamstwo to kłamstwo, kradzież to kradzież, zdrada to zdrada a okupacja to okupacja. Interpretopwać można literackie dzieło albo obrazek na płótnie…
Zawsze będę czuwać
Tomek Sikorski
Nie liczę, że mój komentarz zostanie przez Ciebie zaakceptowany na blogu. Jeżeli będzie, raczej mnie to zaskoczy…
Niezależnie od tych sparingów, pamiętam że to Ty postarałeś się o możliwie przyzwoite załatwienie ze mną zaległego w HOW honorarium za „Krzyż harcerski 1913 -1989″…
Pozdrawiam
Tomek
Tomku, spojrzałem na moją stronę, akceptowałem tekst – normalne.
Twoje uwagi dotyczą rozumienia słów: „nasze”. Oczywiście ze swojego punktu widzenia masz rację. „My” – „oni”. Nasza/nienasza Polska, nasz naród…
Twierdzę, że inaczej tych zdań napisać nie mogłem – ze względu na prawdę historyczną. Ty twierdzisz, że zdania te powinny one być inne – właśnie ze względu na prawdę historyczną. A problemem jest rozumienie zaimka „nasz”. Naprawdę!
Pod koniec lutego przyjeżdża do Warszawy Piotr – rozsądny dyskutant. Usiądźmy na kawie, porozmawiajmy i może sobie ów zaimek zdefiniujemy.
Na szczęście, jak piszesz, ziemia jest okrągła. I, jak sądzę, prawda jest prawdą, wiedza jest wiedzą a fakty zawsze pozostaną faktami.
pozdrawiam
Adam. Dalej wolałbym nie publicznie. Co dalej z Młodzieżą, co dalej z Harcerstwem, o tym zawsze warto konstruktywnie rozmawiać. Tym bardziej, że statystyczne dane wszystkich organizacji harcerskich są już chyba dosyć tragiczne (ilość) i raczej nie ma to wymiaru elitarności tylko regres. Czy miałeś w ręku moją ostatnią „broszurkę” o krzyżu harcerskim? Pozdrawiam. Tomek
druhu Adamie
Ja również mam swoje lata, więc tak się składa, że pamiętam i Polskę Ludową, i ówczesne harcerstwo. I o ile wtedy to było nasze święto, to już dziś moim, nie jest, i wstydzę się, że kiedykolwiek było… Nie miałem szczęścia trafić do środowiska w którym byłby ktokolwiek świadomy. Tysiąc osobowy szczep i tak naprawdę 4 drużyny, bo reszta to lipa. Jedyna aktywność harcerska to poniedziałkowy apel w mundurkach (bo jak do tych celów to mundurki) Miałem szczęście trafić do jednej w tych 4 drużyn… A dalej to różnie bywało. Skończyłem jako drużynowy i tak do dziś (z paroletnią przerwą):) Jednak… Obowiązkiem instruktora jest posiadanie ciekawości świata. I jeśli taką ciekawość się ma, to prędzej czy później dochodzi się do prawdy, nawet tej skrytej przez najlepszych kłamców w historii ludzkości, czyli komunistów. Nie istotne już jakimi drogami, ale dotarłem w końcu tam gdzie miałem dotrzeć. Pod zapuszczone ogrodzenie, obrośnięte chwastami, w jednym ze śląskich miast. Gdy tak siedziałem przy ogniu… Doszedł mnie szept wiatru… Ty i My jesteśmy jednej krwi… Padłem na kolana, z oczu pociekły mi łzy… Przez głowę przebiegła myśl TO ZASZCZYT. …
Do dzisiaj nie rozumiem dlaczego musiałem odbyć tak długą drogę, by odwiedzić miejsce w którym leży wielu bezimiennych harcerzy, zamęczonych przez komunistów w latach 1951 – 1956, a więc w tej „naszej” ukochanej ojczyźnie. Do dzisiaj nie jestem sobie w stanie wyobrazić, co czuli 14, 15, 16 letni chłopcy, gdy z ubeckich kazamatów w których katowano ich za to, że ukochali Polskę i byli wierni przyrzeczeniu harcerskiemu, po przewiezieniu bydlęcymi wagonami, prowadzono ich ulicami miasta, pod strażą, w asyście ujadających psów, a miejscowa ludność ostrzeżona, że to faszyści, pluła na nich i obrzucała kamieniami. Do dziś nie wiem, jak pseudo dorobek będący tak naprawdę rakiem, może być promowany w ZHP…
22 lipca to nie moje święto, i nie moich harcerzy, i żadnego z naszych przyjaciół. Krew niewinnie przelana będzie prosiła o pamięć. Tak długo, aż z wyklętych staną się naszymi Bohaterami, a Ich oprawcy, wraz ze swoim dorobkiem, takim jak brednie Makarenki, staną się wyklęci. Wtedy wszystko trafi na swoje miejsce, a ja będę chociaż troszkę wart tego co mnie spotkało w Jaworznie podczas pewnej zimowej nocy.
pozdrawiam
sikor